Utarło się przekonanie, że listopad jest smutnym miesiącem. A jak dodaje się „polski”, to myśli się o tragediach narodowych, które wydarzyły się w listopadowe dni ubiegłych stuleci. Jednak nic bardziej mylącego. Podróż w przeszłość, wspomnień rodzinnych długie chwile nad mogiłą przodków „otwiera” święto religijne – Wszystkich Świętych.
Dzień Wszystkich Świętych, który przypada 1 listopada - jest dniem radosnym. Świętujemy pamięć o osobach, szczególnie tych bezimiennych, nie wyniesionych na ołtarze, które są w niebie. A niebo to ty, a nie gdzie jak mówił znany jezuita. Niebo to bardziej stan niż miejsce. Wszystkich Świętych powinno napawać nas wielkim optymizmem, a nie smutkiem czy rozpaczą, że odeszli nasi Bliscy, nasi sąsiedzi, nasi bohaterowie. Choć często listopadowa pogoda nie nastraja do uśmiechu, do wiary w lepsze jutro, to my cieszmy się ze świętych obcowania.
Listopad kojarzy się również z powstaniem narodowym. W nocy z 29/30 listopada 1830 roku młodzi Polacy – żołnierze podchorążówki rozpoczęli bój o niepodległość. Czyż to nie wspaniałe, że mimo listopadowej słoty, zimna, szybo zapadającego zmierzchu odważyli się chcieć być wolnym narodem. Powstanie po kilku miesiącach upadło, jego przywódcy z Romualdem Trauguttem na czele, zostali straceni przez zaborcze władze carskie. To jednak optymizm tych ludzi, podbudowany wiarą w Boga dał im siłę do walki o wolność ojczyzny.
Gdy przemierzamy alejki cmentarzy, zatrzymajmy się przy grobach powstańców - tych z 1830 lub powstańców innych czasów, poczujmy ich wiarę w sens postawy patriotycznej, nawet za cenę życia.
Listopad, jego pierwsze dwie dekady 1918 roku, to przecież wspaniały moment wybijania się na niepodległość II Rzeczypospolitej. Jakże tamten listopad musiał być „piękny” w Małopolsce, gdy w Zakopanem Stefan Żeromski został naczelnikiem wolnego skrawka polskiej ziemi, jakże chwilę później Tarnów oswobodził się z jarzma zaborów i piąte „zniewolone” pokolenie mogło zaśpiewać …Ojczyznę wolną pobłogosław Panie…Jakże wspaniały musiał być listopad w Wielkopolsce, gdy nie tylko stolica regionu, ale małe miasteczka – Chodzież, Czarnków, Rogoźno – budziły się do wolności. A już w grudniu wspaniały Polak, obywatel wolnego świata, Ignacy Paderewski przemawiał do mieszkańców Poznania, by słowem przyczynić się do wzniecenia powstania, które w naszej historii okrzyknięto wygranym. I wreszcie 18 listopada 1918 roku w Warszawie ogłosiliśmy światu powrót Polski do grona wolnych narodów. I tak listopad owiany zadumą - Wszystkich Świętych i modlitwą - Dnia Zadusznych jawi się w innej poświacie.
Idąc obok grobów, często bezimiennych bohaterów, często młodych ludzi, poczujmy niegasnący w nas powiew wolności, nie tylko tej narodowej, ale jak mawiał wieszcz Słowacki wolności ducha.
Listopadowy czas zadumy przebiega przez wiejskie cmentarzyki, przez cmentarze wojenne i wielkie narodowe nekropolie. Wieczory są dłuższe, zatem dobry jest to czas, by nie zapadać w letarg, ale refleksją o poprzednich listopadowych dniach wzbudzić w sobie żar optymizmu, śmiałość decyzji, wiarę w Świętych obcowanie. Refleksja nas losem każdego z nas, nad losem nieba i ziemi jest przecież pogłębioną myślą. A myślenie jest bronią i potęgą ludzi wolnych. Zapalmy lampkę pamięci na grobach bliskich i zapalmy znicz wolności, który podtrzymuje ducha narodowej siły.
Nie dajmy się owładnąć listopadowej nostalgii, egzystencjalnej rozpaczy o nieuchronnej śmierci, bo staniemy się niewolnikami już za życia.
Adam Kitkowski,
listopad 2014 Zakopane
zdj. Piotr Korczak





















