Nie przepuścili okazji, by odkryć tajemnice paryskiego metra, przespacerować się Polami Elizejskimi, odwiedzić Moulin Rouge i poznać Mona Lise. Pożegnawszy się z Paryżem wyruszyli w kierunku Normandii, historycznej krainy nad kanałem La Manche, nie zapominając o pałacu wersalskim Ludwika XIV i zamkach w dolinie Loary, których piękna nie sposób opisać. Zamek w Chambord, największy z zamków zaskakiwał podwójnymi spiralnymi schodami, niegdyś wykorzystywanymi do frywolnych zabaw, na których to bawiące się osoby mogły się widzieć lecz mimo usilnych prób nie mogły spotkać. Kolejny z zamków, zamek Chenonceau, zwany zamkiem Dam, ze względu na sześć kobiet, które jako jego właścicielki stopniowo go rozbudowywały, sprawiał wrażenie jakby pływał na rzece Cher, nad która to się wznosił. Będąc już w Normandii nie potrafili oprzeć się czarującym plażom i przy dźwiękach radosnej muzyki postanowili złapać trochę słońca. Następnego dnia wspięli się na wzgórze, u którego szczytu wzniesione zostało sanktuarium Michała Archanioła. Upamiętnili poległych podczas drugiej wojny światowej amerykańskich żołnierzy spoczywających na cmentarzu u wybrzeży plaż Omaha oraz podziwiali ujmujące widoki z klifów Etretat-u. Zachodzące promienie słońca odbijające się na tafli ciemno - błękitnego morza tworzyły zachwycający obraz, który sprawił, że kilka godzin minęło im niepostrzeżenie. Kolejnego dnia byli już w Belgii, zwiedzając Brugie przy muzyce tamtejszych grajków każdy mógł skosztować przepysznej czekolady. Stamtąd udali się do Brukseli, w której spędzili cudowne popołudnie smakując lokalnych piw na urokliwym rynku. Pożegnali się z Siusiającym Chłopcem i wyruszyli do Holandii.
Wodnym busem przypłynęli do Rotterdamu, największego portu w Europie. Nadchodzącą noc spędzili na piaszczystej plaży przyglądając się niecodziennemu spektaklowi alg. Ich magiczne właściwości pozwalały podziwiać morskie fale świecące na niebiesko. Mieniące się algi sprawiały wrażenie jakby ziemia pod stopami idącego wzdłuż brzegu rozpadała się na tysiące iskrzących kawałków. To zawrotne zjawisko było tylko wstępem do wspaniałej przygody w Amsterdamie. Miasto rowerów, romantycznych mostów i wielu kanałów zrobiło na nich niesamowite wrażenie. Dzielnica czerwonych latarni zaskoczyła chyba wszystkich. Trudno było się im rozstać z miastem, jednak nadszedł już czas, w którym należało wracać. W drodze powrotnej zdecydowali się zwiedzić Poczdam, stolicę kraju związkowego Niemiec Brandenburgii. Niestety zmuszeni do zmiany opony opuścili go nocą udając się do polskiego Wrocławia, w którym to inspirowani marzeniami zakończyli przygodę czekając już na następną...
Jakub Hurnik w imieniu Stowarzyszenia Szeroki Horyzont/ zdj. uczestników


















