Wtorek, 03 marca | Imieniny: Maryny, Kunegundy, Pakosława
03.03.2026 | Czytano: 14

O katach, sztuce, opresyjnym wychowaniu i żartach nie dla samego żartu - rozmowa na teatralnych schodach

Próba generalna z udziałem widzów to okazja do innego, bardziej bezpośredniego spotkania z teatrem. Gdy kurtyna opada, nie ma zwyczajowych oklasków i ukłonów, aktorzy są przesądni. Ale w "Rabciu" właśnie zaczyna się swoiste postscriptum. Twórcy i aktorzy siadają na schodach wiodących na deski, przodem do widzów, by wdać się w dialog.[Aktorzy Szkoły Katów po próbie generalnej zasiadają do dyskusji z widzami.

zdj. Józef Figura
zdj. Józef Figura
Jest piątek, 20 lutego. Właśnie zakończyła się próba generalna przed premierą "Szkoły Katów" Adama Walnego, na podstawie tekstów Andrzeja Waligórskiego. I choć "Rabcio" od lat kojarzony był wyłącznie z dziecięcą widownią, tym razem jest zupełnie inaczej. To kolejny "sceny dużego widza." I nie jest to dziełem przypadku.

- Teatr lalek nie jest teatrem konkretnego widza, tylko konkretnych środków inscenizacyjnych. Mamy też widza dorosłego i jest go sporo. I odkąd teatr ma nową siedzibę, staramy się też odpowiadać na potrzeby tej widowni. Ale właśnie z uwzględnieniem tego, że jesteśmy teatrem formy - podkreśla Krystyna Kachel, dyrektorka "Rabcia".

Z pewnością nie dla dzieci
Stąd Szkoła Katów w wizji Adama Walnego to spektakl pełen niezwykłych lalek - drewnianych konstrukcji służących inscenizacji. 
Podczas przedstawienia przeżywamy prawdziwą huśtawkę nastrojów. Zaczyna się poważnie, potem zaczynamy się śmiać, na koniec niemal płaczemy, gdy Łukasz Łęcki łamiącym głosem przedstawia scenę wieszania...
A ponieważ spektakl bazuje na satyrycznych tekstach Andrzeja Waligórskiego, nie sposób i w pytaniach uciec od ironii: - A co, gdyby przez pomyłkę widownię wypełniły... przedszkolaki? - zadaję pytanie wydawałoby się pasujące do czarnego humoru spektaklu.

- Byłoby to ryzykowne, ale gdyby któraś z pań przedszkolanek miała taki pomysł... - zastanawia się Agnieszka Kwiatkowska.
- A jeśli, to zdecydowanie odradzamy - wchodzi jej w słowo Łukasz Łęcki wzbudzając gromki śmiech.
- Ale biorąc pod uwagę, że mógłby to być spektakl edukacyjny, który pokazuje: dzieci jak będziecie niegrzeczne... - kontynuuje aktorka.
- ...wrócimy do opresyjnego wychowania, będzie więcej roboty dla psychoterapeutów - ripostuje ze śmiechem aktor.

Nie jest sztuką wystawić śmieszną historyjkę
Zabranie na warsztat Waligórskiego w czasach, gdy popularność zdobywają kabarety opartych na gagach i żartach niskich lotów, jest sporym wyzwaniem...

- Waligórski był poetą przede wszystkim, aspekt komediowy jest przy okazji. Trzeba wymagać od widza pewnego skupienia, uważności - zauważa Adam Walny.

Krystyna Kachel podkreśla jak ważne jest sięgać po dobrą literaturę, pokazywać coś nowego. 
- Nie jesteśmy teatrem komercyjnym, lecz publiczną instytucją, która ma też "podnosić poprzeczkę". Nie jest sztuką wyprodukować śmieszną historyjkę, farsę, pobawić się na scenie i rozbawić publikę. Teatry finansowane ze środków publicznych powinny wymagać od siebie śmielszego, odważniejszego repertuaru, ale też osadzonego na dobrej literaturze, ciekawych środkach inscenizacyjnych - przekonuje dyrektorka.

Kat, kacica, kacia córka
Podczas spotkania z publicznością nie mogło zabraknąć też katowskiego wątku edukacyjnego.

Zawód ten w średniowieczu był bowiem zadaniem specyficznym. Kat był osobą wykształconą, jedną z niewielu wówczas, potrafiącą czytać i pisać. Znał też doskonale ludzką anatomię, bynajmniej nie w celach leczniczych.

Z drugiej strony była to osoba wykluczona społecznie. Nie miał prawa być tam, gdzie przebywali przedstawiciele uznanych warstw. Co ciekawe, często żony katów parały się równie aspołeczną działalnością jaką było prowadzenie... domów publicznych.

Sztuka bycia katem wymagała też pewnych "umiejętności", by przed śmiercią wydobyć ze skazanego jak najwięcej informacji. I Biecz pod tym względem był bardzo skuteczny.

- Czy państwa nie dziwi kobieca postać występująca w szkole katów? - dopytuje Agnieszka Kwiatkowska. - To prawda! Kobiety były katami, choć zdarzało się to niezwykle rzadko i tylko w określonych warunkach. Rodziny katowskie były jednymi z bardziej zamożnych. Gdy okazywało się, że kat, głowa rodziny umierał, bywało, że żona zastępowała go w pracy zostając kaciną. 

Podobna rzecz dotyczyła córek. Jeśli kat ojciec nie miał syna, to bywało, że mimo woli schedę po nim przejmowała córka. 

Aluzja do "tu i teraz?
Wśród pytań od publiczności pada też to o możliwe odniesienia do dzisiejszych czasów.

- Nie myślałem o tym, lepiej tworzyć jak Waligórski, natomiast to "tu i teraz" są obecne, aktorzy są "tu i teraz" - zauważa Adam Walny. - Z biegiem dni i przedstawień, spektakl też będzie się zmieniał. Ale celowych odniesień do czasów obecnych tutaj nie ma. Chyba, że ktoś je odnajdzie...

- Jeśli tak, to sami chętnie posłuchamy - dorzuca Łukasz Łęcki.

"Szkoła katów"

Scenariusz, reżyseria i scenografia: Adam Walny
Muzyka: Daniel Malchar, Kamil Malchar
Obsada: Agnieszka Kwiatkowska, Filip Bochenek, Łukasz Łęcki, Piotr Serafin, Bartłomiej Zdeb
Strasznie, mrocznie i... wesoło, czyli "Szkoła Katów" na deskach "Rabcia" (zdjęcia, film)

Józef Figura
Źródło podhale24.pl
Reklama

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Partnerzy malopolskaonline.pl