Sport
Poniedziałek, 21 stycznia 2019 13:12

Puchar Świata: Szok i niedowierzenie. Zakopane nie sprzyja mistrzom

Polscy skoczkowie sprawili wielki zawód kibicom, którzy licznie pojawiło się w Zakopanem. Może to dobry prognostyk przed mistrzostwami świata.
Pięć konkursów pod Giewontem wygrał Gregor Schlierenzauer. Nikt tego nie zrobił tak wiele razy jak Austriak. Szansę na wyrównanie jego rekordu miał Kamil Stoch, który na Wielkiej Krokwi triumfował cztery razy. Ale może dobrze, że tego nie uczynił on i jego koledzy, bowiem Zakopane nie sprzyja mistrzom. Historia pokazuje, że zwycięzcy konkursów PŚ w stolicy Tatr nie zdobywają później złota w najważniejszej imprezie sezonu, a taka czeka skoczków w Seefeld. Kamil Stoch wygrywał na Wielkiej Krokwi przed dwoma i czterema laty, kiedy punktem kulminacyjnym sezonu był czempionat globu i wtedy zajmował miejsca poza podium.

Zawody skokiem na 117 metrów otworzył Przemysław Kantyka, który zadebiutował w Pucharze Świata. Andrzej Stękała skoczył 122 metry i pokazał, że ma chrapkę na występ w drugiej serii zawodów. Ta nie była mu pisana, sędziowie zdyskwalifikowali go za nieprzepisową długość nart. Klemens Murańka lądował na linii oznaczającej 117,5 metra. Zaskoczył wszystkich Paweł Wąsek, który uzyskał 129 metrów i przez moment był liderem. Aleksander Zniszczoł wylądował na 120,5 metra. Maciej Kot na skok musiał czekać bardzo długo na szczycie skoczni. Gdy sędziowie zapalili mu zielone światło pofrunął na 126 metr. Stefan Hula odpalił w najlepszym momencie, skoczył 129 metrów, został liderem. Jakub Wolny uzyskał 124,5 metra. Hulę pozbawił liderowania Japończyk Yukiya Sato, który skoczył 133 metry.

Wielkie emocje towarzyszyły nam podczas skoków ostatnich w stawce trzech Polaków. Najpierw rekordzista Wielkiej Krokwi Dawid Kubacki skoczył 128 metrów, a do tego miał problemy z lądowaniem i wylądował pod koniec drugiej dziesiątki zawodów. Piotr Żyła chwilę później nie zachwycił, skokiem na 123,5 metra wziął awans, ale dopiero w trzeciej dziesiątce. Niestety Kamil Stoch również zawiódł, skoczył tylko 122,5 metra i... nie awansował do drugiej tury zawodów. Lider Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi miał tak samo pod górkę jak trójka Polaków, skoczył tylko 124 metry i był po pierwszej serii 23. To był prawdziwy pogrom faworytów, którzy skakali w fatalnych warunkach.

Liderem zawodów był Austriak Stefan Kraft, który skoczył 133 metry. Tuż za nim plasowali się Yukiya Sato (Japonia) oraz Norwegowie Halvor Egner Granerud i Robert Johansson. Awans do drugiej serii zawodów zapewniło sobie sześciu Polaków, najlepszy Stafan Hula jest dziewiąty. Z rywalizacją pożegnali się Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Przemysław Kantyka oraz zdyskwalifikowany przez jury Andrzej Stękała. Niestety los kolegów z kadry podzielił Kamil Stoch, który zakończył konkurs na 36. pozycji.

Serię drugą rozpoczął Kot, który tym razem uzyskał 119 metrów i nie miał wesołej miny na koniec rywalizacji. Chwilę później Żyła wlał nieco nadziei w serca fanów, skoczył 128 metrów. Wąsek 121 metrów. Spadnie, ale ma pierwsze punkty w karierze! Wolny 124,5 metra, a Kubacki skoczył 130 m. Najlepszy z biało-czerwonych po pierwszej serii, Hula, w drugim skoku lądował na linii 127,5 metra i niestety nie utrzymał pozycji w czołowej dziesiątce zawodów.

Stefan Kraft wygrywa konkurs indywidualny Pucharu Świata w Zakopanem. Na drugim miejscu kończy Robert Johansson, na najniższym stopniu podium stanął Yukiya Sato. Najlepszy z Polaków Dawid Kubacki był 12., 17. Hula, 19. Żyła , 22. Wolny , 27. Wąsek, 30. Kot.

Stefan Leśniowski
Zdjęcia Piotr Korczak
Reklama
galeria zdjęć
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl