Do ośrodka trafiła cała rodzina Batdavaa, po tym jak Urząd do Spraw Cudzoziemców nie przedłużył im pozwolenia na pobyt w Polsce. Jeden z jego braci - również student AGH, pozostaje na wolności. Jest szansa, że na wolność wróci cała rodzina. Sąd w Przemyślu w środę rozpatrzy odwołanie mongolskiej rodziny od decyzji o deportacji.
Pięcioosobowa rodzina Batdavaa przebywa w Polsce od 2000 r., mieszkają w Krakowie. Rodzina dotąd nie zalegalizowała swego pobytu. Na początku bieżącego roku rodzina, decyzją wojewody małopolskiego, została umieszczona w ośrodku dla uchodźców w Przemyślu; grozi jej deportacja do Mongolii.
- Uważam, że rodzina, która od tylu lat mieszka w Polsce, zżyła się z lokalną społecznością i funkcjonuje w niej bez zarzutu, niejako nabyła prawa, żeby z nami pozostać. W dodatku Robert urodził się w naszym kraju, mówi tylko po polsku, tak naprawdę to Polska jest jego ojczyzną, a nie Mongolia - powiedział Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, który zgodził się interweniować w sprawie rodziny. Podobnie jak rzeczniczka praw obywatelskich Irena Lipowicz. Do jej biura trafiła petycja grupy przyjaciół i sąsiadów rodziny, którzy zwrócili się z prośbą o wstrzymanie deportacji. Jak tłumaczą, nielegalny pobyt rodziny przez tyle lat w Polsce wynikał z nieznajomości prawa. W sprawie interweniuje także europoseł PO Bogusław Sonik. Również uczelnia, na której studiują starsi synowie, interesuje się losami ich rodziny.
Według wojewody małopolskiego rodzinie wielokrotnie proponowano rozwiązania prawne, które pomogłyby w legalizacji pobytu w Polsce, ta jednak z możliwości tych nie korzystała. Były krótkie okresy, kiedy mieli tzw. wizy proceduralne, wydawane na czas załatwienia sprawy.
opr. s/






















