- Zdawaliśmy sobie sprawę, że jedziemy na trudny teren. Skalnik to potwierdził w pierwszych 45 minutach. Przeważał i miał kilka dogodnych sytuacji, ale - na nasze szczęście – ich nie wykorzystał - ocenił pierwszą połowę Marek Żołądź.
Podhalanie dali się wyszumieć gospodarzom i w drugiej połowie przystąpili do niszczycielskiej roboty. Gospodarze już nie atakowali z taką pasją, jakby ich „zatykało”. Podhale groźne kontry, a trzeba było to przechodziło na atak pozycyjny. Cierpliwie rozgrywało piłkę i to przyniosło efekt w postaci pierwszego gola. Kolejne było konsekwencją tego trafienia. Miejscowi musieli postawić wszystko na jedną kartę i… nadziewali się na kontry. Dwie kolejne bramki gości były efektem kontruderzeń.
- Konsekwentną grą z kontry ukłuliśmy gospodarzy, a mogliśmy, gdyby było więcej dokładności, pokusić się o więcej. Dwa ostanie gole to typowe kontry. Wybiegliśmy w dwójkę, trójkę na stopera – tłumaczy szkoleniowiec NKP.
Skalnik Kamionka Wielka – NKP Podhale Nowy Targ 0:3 (0:0)
Stefan Leśniowski, zdj. Rafał Gąsior


















