Po przerwie gospodarze zaczęli grać bardziej zespołowo, bo jeśliby położyć na wagę, to w pierwszych 20 minutach szala z indywidualnymi popisami zdecydowanie przeważyłaby nad stroną z zagraniami zespołowymi. Świetnie pod bramką znalazł się Špirko, który na raty dobijał i mimo ataku obrońcy ze spokojem za drugim razem wrzucił „gumę” do siatki nad parkanem bramkarza. Za moment lot krążka po strzale Jaśkiewicza zmienił Wielkiewicz i krążek odbiwszy się od słupka zatrzepotał w siatce.
Trzecia tercja to już istny kocioł w tercji oświęcimian. Gości mieli problemy z wydostaniem się własnej tercji. Górale kręcili nimi jak kołowrotkami, „wkręcali” w lód. Przewagę udokumentowali czterema bramkami, a mogło być ich znacznie więcej. Na wymienianie sytuacji zabrakłoby miejsca, więc ograniczmy się jedynie do tych stu procentowych. Chociaż byli tacy, którzy twierdzili, iż były to dwusetki. Dwa razy Olchawski nie trafił z najbliższej odległości do pustej bramki, a raz Plewa.
MMKS Podhale Nowy Targ/ 1928 KTH Krynica - Unia Oświęcim 7:1 (1:1, 2:0, 4:0)
Tekst i zdj. Stefan Leśniowski



















