Drugi półfinał wygrały Holenderki, które wprost zmiażdżyły Japonki (+11.76), bijąc przy okazji rekord olimpijski. W finale Czerwonkę zastąpiła Katarzyna Woźniak. Dobrze pamiętamy, co działo się na igrzyskach przed czterema laty, gdzie rezerwową w składzie była Czerwonka, ale nie startowała. Rezerwowy, to jest jednak równoprawny uczestnik zespołu. Wtedy skończyło się tak, że Natalia nie dostała medalu, polskie władze też nie uznały, że miała udział w sukcesie. Teraz podobnie mogłoby być z Kasią, dlatego trener podszedł do Natalii i zapytał ją, czy zgodziłaby się, by w finale zastąpiła ją Woźniak. I Natalia bez chwili namysłu wyraziła zgodę, by koleżanka nie musiała przeżywać rozczarowania. Tym bardziej, iż Holenderki były zdecydowanymi faworytkami i potwierdziły to na owalu. Były dla nas nieosiągalne. Po raz kolejny pobiły rekord olimpijski. Uzyskały fantastyczny czas 2:58.05.
Jazda panów - Zbigniew Bródka, Konrad Niedźwiedzki, Jan Szymański - po brązowy medal była kosmiczna. Ich rywale – Kanadyjczycy – rozpoczęli bardzo mocno. Ale gonili, gonili i przegonili. Finisz naszej trójki był imponujący. Dał jej 2,33 sek. przewagi nad Kanadyjczykami, do których przez 3200 metrów tracili sporo, w pewnym momencie prawie trzy sekundy. Denny Morrison, który indywidualnie zdobył w Adler Arienie srebro na 1000 metrów i brąz na 1500 metrów oraz Mathieu Giroux i Lucas Makowsky osłabli w drugiej części dystansu, a podopieczni Wiesława Kmiecika właśnie wtedy pokazali klasę. Lider naszego zespołu, Zbigniew Bródka, zdobył w Soczi drugi medal. Indywidualnie wywalczył złoto na dystansie 1500 metrów. Polacy są piątą drużyną trwającego sezonu Pucharu Świata i brązowymi medalistami ubiegłorocznych mistrzostw świata, które odbyły się w Soczi.
Złoto było już wcześniej zarezerwowane dla Holendrów. Pojechali wspaniale, pobili rekord olimpijski (3:37.71), pokonali Koreańczyków.
Stefan Leśniowski


















