- Byłem przekonany, że złoto zgarnie Marit Bjoergen, a Justyna dała taki popis, że już dwa kilometry przed metą płakałem ze wzruszenia. Kowalczyk to największa bohaterka tych igrzysk - mówi Józef Łuszczek mistrz świata z 1878 roku. - Przed biegiem na 10 km mówiłem w różnych wywiadach, że sercem jestem z Justyną, ale będzie jej ciężko. A ciężko było jej rywalkom. Bjoergen chciała walczyć i przez to tak opadła z sił. Justyna jest twardzielką i jak coś mówi, to dotrzymuje słowa.
Robert Korzeniowski i Irena Szewińska znajdują się przed Justyną Kowalczyk w rankingu polskich multimedalistów igrzysk olimpijskich. Wygrywając bieg na 10 km stylem klasycznym w Soczi nasza narciarka stała się też jedyną obok Marit Bjoergen współczesną zawodniczką, która sukcesami na igrzyskach nawiązuje do osiągnięć dawnych gwiazd tej dyscypliny sportu.
Przed startem na 10 km stylem klasycznym w Soczi Polka była dopiero 28. w zestawieniu najlepszych olimpijek w biegach narciarskich. Teraz awansowała na 16. miejsce. Ale gdyby każdej zawodniczce odjąć medale zdobywane w rywalizacji drużynowej, Polka byłaby ósma i wyprzedziłaby takie sławy jak m.in. Jelena Wialbe. Dawna znakomitość dla Związku Radzieckiego, Wspólnoty Niepodległych Państw i Rosji zdobyła na igrzyskach siedem medali - trzy złote i cztery brązowe. Ale indywidualnie wywalczyła tylko te brązowe.
Stefan Leśniowski, zdj. Łukasz Nodzyński


















