Podhale chyba pojechało do Bytomia bez obrońców. Bytomianie robili co zapragnęli. Mieli mnóstwo swobody w naszej tercji, a jak „szarotki” próbowały zaatakować, to wychodzili z kontrą dwa na jeden i kończyło się to utratą bramek. Po 10 minutach było 4:1 i Jacek Kubowicz ironicznie pytał: - Czy w Bytomiu są większe bramki? Bo krążki wpadają do niej z „wąsów”. Ostatnio Rafał Sroka domagał się większych bramek.
Podhalu nawet nie pomogła kilku minutowa przerwa po stracie czwartej bramki. Wymuszona przez Wróbla, który z radości po zdobyciu gola wskoczył na pleksi i ta rozsypała się w drobny mag. Autor czwartej bramki powędrował na ławkę kar za niesportowe zachowanie, ale przerwa nie wpłynęła mobilizująco na Podhale. Przyjezdni mieli problemy z wyjściem z własnej tercji, a gdy wyszli, to… Amerykanin Akins urządził sobie slalom niczym na alpejskim stoku. Mijał zawodników Podhala jak tyczki slalomowe i zakończył akcję trzecią zdobyczą bramkową. To pierwszy hat trick Amerykanina w polskiej ekstraklasie.
W 27 minucie „szarotki” przegrywały już 1:8. Nie miały do tego momenty żadnych atutów. Wtedy nastąpiła zmiana bramkarza. Między słupki wszedł B. Kapica i do końca drugiej tercji zachował czyste konto, a w trzeciej został raz pokonany, kolejny raz w akcji dwa na jeden.
- Gdzie byli obrońcy? – pyta Jacek Kubowicz. – Ileż razy można popełniać w meczu te same błędy. Zawodnicy nie wyciągają wniosków. Może się zdarzyć raz, no może dwa, ale notorycznie bytomianie tak jechali na naszą bramkę. Nie wszystkie wykorzystali. Nie wykorzystali też w pierwszej tercji sytuacji sam na sam. Rozumiem, gdyby to były sytuacje trzy na dwa, bo może się zdarzyć, iż dwoma, trzema podaniami odcięci zostają napastnicy. B. Kapica można powiedzieć, że wygrał mecz 3:1. Bronił pół meczu i puścił jedną bramkę, ale trzeba pamiętać, że wszedł przy wyniku 8:1. Może się zgłosić po premię (śmiech). Nie obwiniam Rajskiego, bo obrońcy mu nie pomagali.
B. Kapcia wygrał swój mecz, bo koledzy z pola zdobyli trzy gole. Łabuz wreszcie otrzymał dokładne podanie na niebieską linię, gdy grano w przewadze i huknął nie do obrony. W końcówce drugiej odsłony Wielkiewicz pokonał Witkowskiego, a w 57 min., po błędzie bytomian, M. Michalski sytuację sam na sam zamienił na bramkę. W 24 min. zanosiło się na bokserski pojedynek Akinsa z Mrugała. Zawodnicy złapali się za łby i… na klinczu się skończyło.
- W trzeciej tercji mieliśmy przykład minimalizmu naszych drużyn. Wystarczyła jedna tercja i drużyna wygrywająca była już myślami przy kolacji. Spuściła z tonu, takie granie na luzie – ocenił Jacek Kubowicz.
Polonia Bytom - MMKS Podhale Nowy Targ 9:4 (5:1, 3:2, 1:1)
1:0 – Kłaczyński – Dołęga (4:07)
2:0 – Akins (6:57)
2:1 – Gruszka (7:20)
3:1 – Akins – Fabry (9:19)
4:1 – Wróbel – Kłaczyński (9:54)
5:1 – Akins – Meidl (13:52)
6:1 – Łucznikow – Stoklasa – Salamon (21:59 w przewadze)
7:1 – Łucznikow – Salamon (25:05)
8:1 – Valečko - Kłaczyński (26:09)
8:2 – Łabuz – Bryniczka (33:09 w przewadze)
8:3 – Wielkiewicz – Wronka (36:46)
9:3 – Stasiewicz – Salamon – Maciejewski (52:14)
9:4 – M. Michalski (56:04)
Sędziowali: Molenda – Klich, Matlakiewicz (Sosnowiec).
Kary: 20 – 14 min.
Widzów 400.
Polonia: Witkowski; Vrana (2) – Owczarek, Valečko - Maciejewski, Wardecki – Kantor, Bychawski – Stępień; Łucznikow – Salamon – Stoklasa, Meidl – Akins (2) – Fabry, Dołęga – Wróbel (12) – Kłaczyński (4), Wieczorek – Bajon – Stasiewicz.
Podhale: Rajski (26:09 B. Kapica); Łabuz (4) – Mrugała (4), K. Kapica – Landowski, Tomasik – Jaśkiewicz, Wojdyła; Zarotyński – Bryniczka – M. Michalski, Gruszka – Wronka – Wielkiewicz, P. Michalski (2) – Daniel Kapica (2) – Olchawski (2) oraz M. Kmiecik, Stypuła. Trener Marek Ziętara.
Tekst Stefan Leśniowski




















