Mateusz Polaczyk, wychowanek Pienin Szczawnica, w 2011 roku został wicemistrzem świata, a rok później był czwarty podczas igrzysk olimpijskich w Londynie. W tym roku wywalczył brązowy krążek w czempionacie globu, a startował po kontuzji i przygotowywał się do tej imprezy poza kadrą, z bratem Henrykiem.
Ten sukces może kosztować pracę cały sztab szkoleniowy reprezentacji, z Żyłką Żebrackim na czele. Decyzję w tej sprawie ma podjąć zarząd PZKaj 27 września – donosi „PS”.
- Po kontuzji barku jakiej doznał na torze w Krakowie na początku sezonu, długo wracał do zdrowia – mówi Maria Ćwiertniewicz. - Zaciskał zęby z bólu, ale nie przestał trenować. Miał nadzieję, że wystartuje w najważniejszej imprezie sezonu. Trener kadry jednak w niej go nie widział. Na szczęście prezes PZKaj zdecydował go powołać. Jak się później okazało był to świetny ruch. Już podczas Pucharu Świata w Słowenii Mateusz stanął na podium. Po srebrze MŚ z 2011 roku i czwartym miejscu na igrzyskach w Londynie, tym razem wywalczył brązowy krążek mistrzostw globu w Pradze. Do tych imprez przygotowywał go brat Henryk.
- Obecność w reprezentacji w drugiej połowie sezonu zawdzięczam prezesowi Zawisza Bydgoszcz Waldemarowi Keisterowi i prezesowi związku Józefowi Bejnarowiczowi. Gdyby nie oni, nie byłoby medalu. Trener nie chciał mnie włączyć do składu – tłumaczy Mateusz Polaczyk.
- Wyniki bronią zawodnika i prezesa, a niekorzystnie świadczą o trenerze – twierdzi Maria Ćwiertniewicz. I dodaje: - Z tego co wiem w programie obrad zarządu jest dyskusja na temat zmian w sztabie szkoleniowym kadry.
Tekst Stefan Leśniowski


















