Poniedziałek, 07 września | Imieniny: Melchiora, Reginy, Ryszardy
11.08.2026 | Czytano: 192

Dla niektórych ta noc nigdy się nie skończyła. Dziewięć lat po nawałnicy

Dokładnie dziewięć lat temu, 11 sierpnia 2017 roku, nad Borami Tucholskimi przeszedł żywioł, którego mieszkańcy regionu nie zapomną do końca życia. Nawałnica trwała zaledwie około 40 minut. W powiecie chojnickim zginęło pięć osób, wśród nich dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat z obozu nad jeziorem Śpierewnik.

Sławomir Butza, Marcin Siudziński, Alicja Kamińska, Zbigniew Szczepański, Łukasz Rutkowski.  Fot. Robert Ważyński
Sławomir Butza, Marcin Siudziński, Alicja Kamińska, Zbigniew Szczepański, Łukasz Rutkowski. Fot. Robert Ważyński
Dzisiaj, 11 sierpnia, przy obelisku upamiętniającym tragedię spotkali się przedstawiciele gminy Chojnice, Nadleśnictwa Rytel oraz mieszkańcy. Złożyli kwiaty i zapalili znicze. Wspomnienia sprzed dziewięciu lat wróciły bardzo szybko.

Jednym z obrazów, który do dziś szczególnie mocno tkwi w pamięci wójta Zbigniewa Szczepańskiego, jest poranek w Szkole Podstawowej w Nowej Cerkwi. To tam przygotowano miejsce schronienia dla przemoczonych i zziębniętych harcerzy z Suszka. Zwożono koce, materace, gorącą herbatę i jedzenie. Potem zaczęli przyjeżdżać rodzice.

- Byłem świadkiem, jak matka szukała swojej córki. Kiedy dowiedziała się, że dziewczynka żyje i śpi, wszyscy popłakaliśmy się z radości. Ale byli też rodzice, którzy dowiedzieli się, że ich córeczki nie żyją... Trudno było wtedy opanować emocje - wspomina Zbigniew Szczepański.
Tamta noc mocno zapisała się także w pamięci Alicji Kamińskiej, dyrektorki SP w Nowej Cerkwi, która mieszka w Rytlu. Po przejściu żywiołu na swojej działce nie potrafiła rozpoznać miejsca, które znała przecież doskonale.

- Wyszłam z domu i zgubiłam się na własnej działce. Mieliśmy tam ponad 80 drzew. Wszystkie leżały powalone przez wichurę. Jeden z moich braci był wtedy sołtysem Rytla, drugi - lekarz, był akurat na dyżurze w pogotowiu, gdzie przyjmowało harcerki. Dlatego to wszystko jest dla mnie trudne do dzisiaj - opowiada.

Ogrom zniszczeń widać było przede wszystkim w lasach. Jak mówi nadleśniczy Nadleśnictwa Rytel Łukasz Rutkowski, całkowicie zniszczonych zostało blisko 5400 hektarów lasu z 17000 zarządzanych przez nadleśnictwo. Uprzątanie terenu zakończono po trzech latach! 

Swoją historię ma także Sławomir Butza, sołtys Lotynia. Jego żona wracała wtedy samochodem z pracy. W samym środku nawałnicy na auto runęło wielkie drzewo.

- Spadło zaraz za fotelem kierowcy. Kiedy do niej dotarłem, zapytałem tylko: jesteś cała? Była. I to było najważniejsze - wspomina.

Mieszkańcy Lotynia jako pierwsi ruszyli na pomoc harcerzom z Suszka. Dróg praktycznie nie było. Pieszo i z piłami przedzierali się przez powalone drzewa, by otworzyć drogę w stronę obozu.

Rodzice jednej z dziewczynek, które zginęły, do dziś nie byli w miejscu tragedii. Nie potrafią zmierzyć się z emocjami i wspomnieniami. Co roku przyjeżdżają natomiast dziadkowie dziewczynki. 11 sierpnia rano odwiedzają miejsce gdzie zginęła ich wnuczka. Mija dziewięć lat. Dla niektórych tamta noc wciąż się nie skończyła.

 
Reklama
WITTCHEN - sklep internetowy
Kiermasz do -70%
Sklep Internetowy WITTCHEN | esklep@wittchen.com | telefon: 22 266 88 00

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Partnerzy malopolskaonline.pl