Wraz z popularyzacją tego typu sprzętu zaczęli sięgać po niego także ludzie bez wysokogórskich ambicji, a moda na skitury coraz częściej prowadzi ich na narciarskie trasy najpopularniejszych ośrodków. W ciągu dnia, podczas funkcjonowania stoków, skiturowcy poruszający się „pod prąd”, czyli pod górę, stanowią realne zagrożenie dla zjeżdżających narciarzy. Pół biedy, gdy rozsądek każe im trzymać się krawędzi trasy lub nawet poruszać się poza jej granicą, ale nie wszyscy podchodzą do tego w ten sposób.
Po zamknięciu stoków sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Tradycyjni narciarze zjeżdżają wtedy do domów i kwater, ale na trasach pojawia się ciężki sprzęt, który przez całą noc przygotowuje stoki na kolejny dzień. Pracujące ratraki stanowią duże zagrożenie, szczególnie we mgle, nocą i przy ograniczonej widoczności. Z tego właśnie powodu jeden z największych ośrodków narciarskich w Polsce – Kotelnica Białczańska – wprowadził oficjalny zakaz skituringu na swoich trasach.
Jeszcze inaczej do problemu podeszli Słowacy. Jak czytamy na portalu ahojslowacja.pl, już od najbliższej niedzieli poruszanie się po skiturowych trasach w ośrodkach narciarskich w Tatrzańskiej Łomnicy i na Štrbskim Plesie będzie płatne. Cena dziennego biletu wynosi 9 euro, a 7 euro w przypadku zakupu online. Dla osób, które często chodzą w góry, przygotowano także sezonowy karnet w cenie 99 euro.
Słowacy nie kryją, że chodzi również o pieniądze – przygotowanie, naśnieżanie i utrzymanie tras kosztuje ogromne sumy, a dodatkowe wysokie wydatki wiążą się z dzierżawą gruntów. Skoro skiturowcy korzystają z tej infrastruktury, powinni partycypować w kosztach jej utrzymania.
Czy wyznaczenie płatnych tras dla skiturowców w polskich ośrodkach narciarskich to tylko kwestia czasu? Niewykluczone. Argumenty naszych południowych sąsiadów wydają się bowiem trudne do podważenia.
opr. wo



















