Anna recytuje kolejny wiersz, tym razem o pradziadku, słynnym skrzypku –Bartusiu Obrochcie. Kapela zagrała Bartusiowi nutę. Wieczór wrześniowy gaśnie za oknem, to już pierwsze dni jesieni w górach. Ale w naszej artystycznej izbie jest ciepła atmosfera…
Kolejne wiersze - o Bogu, o Janie Pawle II, ks. Mirosławie z Sanktuarium MB Fatimskiej czyta poetka Anna, a Zofia, czerstwa góralka, ma „dopiero” 86 lat, przytula wnuki do serca. Dla nich już późny czas, rodzice biorą pociechy na ręce i żegnają wszystkich. W ten ton „wpada” Krystyna Pach-Staszel i recytuje wiersze ojca i swoje.
Muzyka podgrywa, cała izba wypełniła się śpiewką pasterek, które w dzieciństwie z Zofią Obrochtową pilnowały krów pod reglami czy pod Gubałówką. Goście i turyści biją brawo – pięknie dziękując za śpiew i za granie.
I zmiana nastroju – Anna zaprasza młode góralki, by jej pomogły zaśpiewać „kościelną” pieśń. Ona z mini często śpiewa w sanktuarium na Krzeptówkach. Ale tym razem słowa smutne niezwykle – wspomnienie pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich. Zrobiło się smętnie…, refleksyjnie… Anna Karpiel od wielu lat pisze poezję, używa gwary podhalańskiej jako naturalnego tworzywa, ale czasem napisze strofy językiem literackim.
Zojda zaprasza wszystkich na poczęstunek i prosi o pytania skierowane do ludowych artystek. Padają pytania o sposób nauki haftu. Zofia mówi ,że haftowania nauczyła się sama, bez szkoły i podpowiedzi dorosłych. Ot tak samo wyszło z potrzeby serca. Anna, pytana kiedy i gdzie pisze swoje wiersze, odpowiada – najczęściej w pracy, bo jestem sama i serce podpowiada myśli, które zapisuję , a potem myślę czy coś dodać.
I na koniec taniec, gwar, śmiech – wypełnia pod powałę „Białą Izbę”…, ale czas iść do domu.
Muszę przyznać, że dawno nie byłem na tak ciekawych posiadach. Cały wieczór „sączyła się” góralska muzyka, poetycka opowieść i wiara, że każdy czas jest dobry, by tworzyć z potrzeby serca.
Adam Kitkowski




















