Zobacz więcej
Polak w pierwszym finale (w Superpole był drugi) bardzo dobrze wystartował, ale szybko został minięty przez Webba. 12 tysięczna widownia mocno dopingowała Tadka i wydali okrzyk radości, gdy na początku drugiego okrążenie Amerykanin niegroźnie upadł i „Taddy” go wyprzedził. Jednak Webb na siódmym okrążeniu dogonił Polaka, a następnie go minął. Błażusiak musiał jeszcze się bronić przed atakami Alfredo Gomeza (Hiszpania, Husqvarna), ale ostatecznie dotarł na metę jako drugi.
Od lat nowotarżanin powtarza, że nie lubi drugiego finału. Najlepsi bowiem startują z drugiego rzędu i muszą na początku wyścigu przebijać się przez teoretycznie gorszych rywali. W sobotę, po błyskawicznym ataku na starcie minął wszystkich, ale na dystansie dał się wyprzedzić Boltowi.
W ostatnim starcie Polak także przyjechał na metę jako drugi, jednak wystarczyło to do wygrania imprezy. Drugie miejsce zajął Cody Webb (USA, KTM), zaś trzecie miejsce Billy Bolt (Wielka Brytania, Husqvarna).
- Naprawdę zakończyłem karierę, robiłem coś innego, to nie była ściema. Jednak w połowie roku pojawiła się informacja o nowych mistrzostwach, w których chcę wziąć udział. Nie mogłem tego ominąć (World Enduro Super Series) - powiedział po zawodach Błażusiak.
Miłą niespodziankę sprawił Emil Juszczak (Sherco), który wygrał drugi wyścig finałowy w klasie Junior. Trzeci był w nim inny Polak Oskar Kaczmarczyk (KTM). Juszczak zajął trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej juniorów, a Oskar Kaczmarczyk – szóste. W wyścigach open na trzeciej pozycji zawody ukończył Mariusz Stefaniak, Adam Zych był 14.
Następna z pięciu eliminacji MŚ odbędzie się szóstego stycznia w Niemczech (w miejscowości Riesa).
Stefan Leśniowski, zdj. arch. zawodnika





















