Aktualności
Czwartek, 10 kwietnia 2014 21:56

Policja ujarzmi kiboli?

Jeszcze do niedawna Kraków jako jedyne miasto w Polsce miał osobliwą sławę - miasta nożowników. Nie było miesiąca aby nie dochodziło do napadu z udziałem noża lub rozprawy w tej sprawie. Sprawcami okazywali się przeważnie pseudokibice.
- Wbrew pozorom nie są to nieokrzesane dzieciaki z trudnych rodzin, ale chłopcy z różnych środowisk, także z dobrych domów - mówi rzecznik małopolskiej policji podinspektor Mariusz Ciarka.

W mieście walczą o wpływy Wisła, Cracovia i Hutnik. Ten ostatni zastanawia się z kim zawrzeć przymierze - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. O tym kto rządzi można dowiedzieć się czytając napisy na murach. Przewaga w nazewnictwie oznacza zwycięzcę. Ofiarami kiboli bywają najczęściej fani konkurencyjnej drużyny, choć zdarzają się także niewinni przechodnie. Rok temu "kara" spotkała znanego polskiego judokę Wisły-Kraków Pawła Pytlińskiego. Nożownik zaatakował sportowca, który wykrwawił się na śmierć. Życie stracił także 20-letni raper "Papug". Zginał tuż po powrocie z Wielkiej Brytanii do kraju. Przyznał się nieopatrznie koledze, że kibicuje niewłaściwej drużynie.

Kraków rządzi się swoimi prawami, bo kibice Cracovii i Wisły jako jedyni w Polsce nie podpisali paktu poznańskiego w 2004 roku. Wtedy, w Poznaniu - oprócz krakowian, spotkały się wszystkie kluby sportowe. Zobowiązały się, że nie będą używać ostrych narzędzi w "walkach". Ustaliły, że jedynym ich wrogiem jest policja.

Na rozwój wypadków nie trzeba było długo czekać. Policjantom krakowskim udało się zabezpieczyć petardy znalezione po meczach. Obite były gwoździami. W jaki sposób niebezpieczne narzędzia trafiają na boiska -nie wiadomo. Kibice przecież przed wejściem na mecze są sprawdzani i muszą przejść przez bramki. Ślady prowadzą do szatni piłkarskich, ale przetrzymywanie nielegalnie niebezpiecznych narzędzi właśnie tam - jest trudne do udowodnienia, a rewizja wymaga zgody klubu.

Prawo w przypadku zachowań kiboli jest bezradne. Za posiadanie niebezpiecznego narzędzia, kary wynoszą od 600 do 300 zł. Policja nie ma prawa zatrzymania potencjalnego sprawcy jeśli znajduje niebezpieczne narzędzia nie w miejscu publicznym czyli np. w jego samochodzie. Zdarzają się także paradoksalne sytuacje. - Podczas sprawdzania auta policjanci musieli puścić jego właściciela, choć wiózł i maczety. Były one wewnątrz samochodu, a nie na zewnątrz - mówi rzecznik małopolskiej policji.

Konsekwentna praca krakowskich policjantów przynosi jednak efekty. Dochodzi do kolejnych zatrzymań pseudokibiców. Pod zarzutem posiadania, odpalania i rzucania środków pirotechnicznych podczas meczu piłkarskiego oraz rzucania niebezpiecznymi przedmiotami i naruszenia nietykalności cielesnej pracowników służby porządkowej zatrzymanych zostało dziewięć osób w wieku od 18 do 34 lat. Większość z nich to mieszkańcy Krakowa. Niektórzy z nich byli już wcześniej karani za inne przestępstwa kryminalne. Zatrzymani zostali jednocześnie w kilku różnych miejscach.

Do zakłócenia porządku doszło we wrześniu ubiegłego roku, podczas meczu derbowego. Pseudokibice rzucali materiały pirotechniczne i inne niebezpieczne przedmioty. To właśnie podczas tego meczu zabezpieczono petardy – „granaty” z przyklejonymi śrubami i innymi ostrymi przedmiotami. Wytypowane i zatrzymane przez policjantów osoby zostaną „rozliczone” z popełnionych przestępstw – kilku z nich zostało już przesłuchanych, przyznali się do popełnionych czynów i skorzystali z możliwości dobrowolnego poddania się karze.

Co na to prawo? Sąd orzekł wobec nich kary ograniczenia wolności, grzywny, prace na cele społeczne oraz zakazy wstępu na imprezy masowe.

Obecnie w krakowskim areszcie śledczym na Montelupich przebywa około czterdziestu pseudokibiców. Żaden z nich jednak nie zgodził się na kontakt z mediami.

M.L
Reklama
galeria zdjęć
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl