Aktualności
Poniedziałek, 21 października 2013 16:54

Nowotarska debata na temat wspólnej waluty europejskiej (zdjęcia)

NOWY TARG. - Pytanie brzmi "czy wprowadzić euro i kiedy". Jest wiele obaw i oczekiwań. Chociaż w Nowym Targu, szczególnie w czwartki i soboty gdy odbywa się tradycyjny jarmark, euro funkcjonuje od lat. Nie ma problemów z przeliczaniem, a są nawet przeliczniki dnia! - mówił Marek Fryźlewicz rozpoczynając debatę zatytułowaną "Perspektywy waluty euro w Polsce. Czy warto pójść drogą Słowacji?"
Kto chce płacić w euro?

Jak pokazał szybki sondaż przeprowadzony przez moderatora dyskusji Macieja Zdziarskiego trudno dziś było o zwolenników wspólnej waluty.

Prezes Zarządu Fundacji Instytut Łukasiewicza zapytał zebranych na sali obrad - kto z państwa jest za tym, by euro wprowadzić u nas jak najszybciej? Nikt. W takim razie kto uważa, że wspólna waluta europejska powinna być wprowadzona w Polsce w ciągu 5 lat?" Rękę podniosła jedna osoba.

Uczniowie nowotarskich szkół ponadgimnazjalnych, ich nauczyciele, członkowie Uniwersytetu Trzeciego Wieku potwierdzili w ten sposób pogląd 2/3 Polaków pytanych o to samo. Entuzjastów euro zabrakło także wśród zaproszonych gości-dyskutantów.

Decyzja polityczna, nie ekonomiczna

Prowadzący zaprezentował opinie polityków z Brukseli (pozytywne) i krajowych ekspertów (ostrożne) co do wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty.

Wśród uczestników nowotarskiej dyskusji byli posłowie, przedstawiciel MSZ, Transgranicznego Związku i Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Ten ostatni skrytykował formułę zadanego pytania, czyli "kto z państwa jest za..."

- Nie można tak zadawać pytania. Może coś się wydarzy w UE takiego, nastąpi jakaś mobilizacja i wtedy można będzie się zastanowić nad wprowadzeniem euro - mówił Jan Wieczorkowski, wiceprezes MOT.

Wtórował mu Andrzej Gut-Mostowy: - Nie jesteśmy w stanie dyskutować o czasoprzestrzeni. Czy to będzie okres 3-, 5- czy 10-ciu lat - mówił poseł PO i nawiązując do wątku słowackiego dodał: - Euro doprowadziło w 2011 roku do upadku rządu Słowacji. Sprawa wprowadzenia waluty europejskiej u naszych południowych sąsiadów była podstawą umowy politycznej, nie ekonomicznej.

- Już w 2008 r. my, posłowie PiS mieliśmy podejście do euro zdroworozsądkowe, mówiąc że wspólną walutę można będzie wprowadzić gdy Polska będzie na to gotowa gospodarczo. Z satysfakcją słucham opinii kolegi z Platformy, bo to oznacza, że zrezygnował ze stanowiska "hurraoptymizmu" jakie towarzyszyło PO gdy we wrześniu 2008 r. premier Tusk nieodpowiedzialnie rzucił datę mówiąc, iż w 2011 roku w Polsce będzie euro - mówiła Anna Paluch.

Powtórzyła za posłem Mostowym, że euro to produkt polityczny, nie ekonomiczny. - Połowa pierwszych państw przystępujących do strefy nie spełniała warunków. Kraje południa Europy nie były zgodne. Potem przez lata dosypywano do ich budżetów po cichu środki. I te kraje przyzwyczaiły się, że nie trzeba się starać - mówiła posłanka.

"Strefa się sypie..."

- Nie spełniamy kryteriów i nie zanosi się na to, że to się zmieni. Własna waluta to ważny instrument w rękach odpowiedzialnego rządu w rozwoju gospodarczym kraju. Można za jego pomocą np. kreować eksport. Na razie nie ma powodu, by wchodzić do strefy euro. Nie jesteśmy gotowi - podsumowała posłanka.

- Nastawienie ludzi do euro jest pokazane na tej sali. Podobnie było podczas spotkania w Jabłonce, gdy na zadane pytanie o chęć wejścia do strefy euro, na 150 osób - jedna powiedziała "tak". Polska nie ma żadnych szans, by w ciągu 5 lat spełnić warunki z Maastricht (chodzi o spełnienie warunków koniecznych do przyjęcia euro - przyp. red.). Czas pokaże czy strefa euro w ogóle ma szanse przetrwać - skwitował poseł SP Edward Siarka. Pogląd, że "strefa się sypie" podtrzymano w krótkim wątku o Grecji i kłopotach tego kraju.

Nie ma daty?

Reprezentujący Ministerstwo Spraw Zagranicznych Paweł Grotowski powiedział: "Nie ma jasnego stanowiska rządu w tej sprawie. Nie ma daty przystąpienia do strefy euro. Padały różne propozycje, ale..." - tu rozłożył ręce i zaczął wątek o tym, iż "trzeba przygotować polską gospodarkę by spełniała warunki traktatu z Maastricht i być gotowym do wejścia do strefy euro".

Wypowiedź nieco zdumiewająca zważywszy, że podczas ostatniego krynickiego Forum Gospodarczego padały z ust szefa rządu zapowiedzi i daty kolejnego wejścia Polski do strefy.

- Rząd mówi, że na razie nie będziemy podejmować takich kroków, ale w UE jest ogromna determinacja, dąży się do Unii Bankowej, do zabezpieczenia przed kolejnym kryzysem. Jeśli Unia Europejska wyjdzie z kryzysu to będzie silniejsza. Strefa euro musi "wyzdrowieć" - tłumaczył radca z MSZ.

- Nie mam racjonalnego powodu by za miraż bycia w "ekskluzywnym klubie euro" ryzykować własnym systemem finansowym - zauważyła Anna Paluch. A poseł Siarka przypomniał, że Brytyjczycy są bardzo przywiązani do "swojego funta" i nie chcą z niego rezygnować.

Słowacja straciła na atrakcyjności

Padło pytanie, czy nasz kraj może bazować na przykładzie Słowacji, która przyjęła euro w 2009 r. Próba dostosowania doświadczeń słowackich do polskich warunków wypadła blado.

- Na Słowacji przygotowania do wejście do strefy trwały kilka lat. Zdecydowało lobby motoryzacyjne. Przemysł Słowacji party jest na branży samochodowej. Chodziło o to, by przy sprzedaży uniknąć przewalutowania, by waluta nie sprawiała kłopotów producentom. To było głównym motorem wprowadzenia euro na Słowacji - przypomniał Przewodniczący Rady Związku Euroregion "Tatry" Bogusław Waksmundzki.

Przy okazji wspomniano o tzw. efekcie cappuccino, czyli zawyżaniu cen po przeliczeniu waluty krajowej na europejską, o tym, że Słowacy szybko się przekonali, iż przyjęty przelicznik korony na euro był niekorzystny, że po wprowadzeniu euro na Słowacji - Polacy przestali masowo wyjeżdżać tam na wakacje czy na zakupy.

Poseł Siarka dotknął jeszcze jednego aspektu. Mówił - "nie jesteśmy w stanie zatrzymać młodych ludzi w kraju. Nie wiemy jak miałby wyglądać przelicznik - ile zarabiają i ile wydają na życie w Polsce, a jak to wygląda w krajach strefy euro". Jak dodał - euro opłaca się przedsiębiorcom.

Trzeba słuchać ludzi

- Handlowcy dobrze się w tych przeliczeniach czują - zauważył burmistrz Nowego Targu znów przywołując przykład jarmarków, po czym dodał, że on sam "nie ma wewnętrznego przekonania, iż trzeba wprowadzić euro w Polsce". - Potrzebny jest zdrowy rozsądek i spokój oraz analiza korzyści i strat. I trzeba słuchać ludzi - dodał Marek Fryźlewicz.

Do głosu dopuszczone zostały także osoby z sali. - Rząd powinien liczyć się z narodem. W ważnych sprawach potrzebne jest referendum. My powinniśmy decydować. Rząd nie jest nad narodem - powiedziała słuchaczka UTW Zofia Gawron. - Zgadzam się. Euro to zbyt ważna sprawa, by zostawiać ją w rękach polityków - dodała posłanka Paluch. Obie wypowiedzi spotkały się z oklaskami uczestników debaty.

Uczeń I LO Gabriel Jędrol drążył temat gospodarki. Na jego pytanie o powody obniżenia przez ministra Rostowskiego progu ostrożnościowego, poseł Gut - Mostowy odpowiedział, że "nasz deficyt budżetowy i w ogóle dług publiczny nie jest taki zły w porównaniu z innymi krajami".

Z kolei nauczycielka, mgr Wanda Domałacna-Teper pytała dlaczego wśród dyskutantów zabrakło przedsiębiorców. - Mówicie państwo, że to młodzi będą decydować w przyszłości o Unii. Ale dostajemy sprzeczne komunikaty. Krytykuje się, że Grecji się nie udało, że Słowacja "się wyłożyła". Co my z tego członkostwa mamy? Co mam powiedzieć tym młodym ludziom, którym miałabym przedstawić problem strefy euro? Upominam się o przedsiębiorców. Oni powinni tu być. To oni tworzą miejsca pracy - przypomniała.

Poseł Andrzej Gut-Mostowy jako przedsiębiorca odpowiedział krótko: wprowadzenie teraz euro byłoby niekorzystne dla naszej gospodarki. A Anna Paluch podsumowała - Wejście lub nie do strefy euro poprzedzone musi być rachunkiem korzyści i strat.

Spotkanie w Nowym Targu zorganizował Instytut Łukasiewicza, organizację działająca na rzecz zwiększania świadomości społecznej. Fundacja zajmuje się promowaniem aktywności społecznej osób starszych oraz solidarności międzypokoleniowej. Było to jedno z sześciu tego typu spotkań w Małopolsce. Debaty "Jaka Unia?" odbyły się już w Olkuszu, Tarnowie, Krakowie, Oświęcimiu a za kilka dni odbędzie się w Nowym Sączu.

Spotkania są częścią projektu „Jaka Unia” współfinansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Sabina Palka, zdj. Michał Adamowski
Reklama
galeria zdjęć
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl