Aktualności
Piątek, 25 lipca 2014 11:37

Dyskusja nad przyszłością przewozów konnych do Morskiego Oka. Obrońcy zwierząt kontra górale

Zlikwidować, ograniczyć lub zastąpić - po upadku konia wiozącego turystów, na nowo rozgorzała dyskusja o konnych wycieczkach do Morskiego Oka. Prym wiodą w niej organizacje zajmujące się ochroną zwierząt.
Organizacje te ponownie rozpoczęły kampanię medialną na rzecz likwidacji przewozów konnych w Tatrach. Obrońcy zwierząt twierdzą, że konie zbyt ciężko pracują. Cztery organizacje ekologiczne - Komitet Pomocy dla Zwierząt w Tychach, Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, Tatrzańskie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! - domagają się natychmiastowego zaprzestania przewozów konnych.

Przez falę żądań i oskarżeń z trudem przebija się informacja, że koń tylko się potknął i przewrócił, a potem wstał i sam jechał dalej, a weterynarz stwierdził, że nic mu nie jest. Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami poinformowało o złożeniu w tej sprawie doniesienia do prokuratury, a pod inicjatywą na rzecz likwidacji przejazdów konnych do Morskiego Oka podpisało się 42 tys. internautów.

Mimo nagonki, nikt nie myśli o likwidacji przejazdów. Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski podkreśla w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że nie ma ku temu powodów. - Z organizacjami działającymi na rzecz praw zwierząt opracowywaliśmy nowy regulamin dotyczący kursów fasiongów. Mieli wiele postulatów i ich pomysły były wdrażane. Od tego czasu warunki pracy koni się poprawiły - przekonuje.

A starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski przypomina, że przewozy do Morskiego Oka, to źródło utrzymania dla wielu rodzin z gminy Bukowina Tatrzańska. - Z czego wyżyją, jeślibyśmy zamknęli trasę? Ja na to nie pozwolę. Jestem za utrzymaniem transportu nad Morskie Oko i to w jego tradycyjnej formie, czyli wozami konnymi - deklaruje.

Do pomysłów zastąpienia fasiągów - bryczkami albo elektrycznymi autobusami odniósł się w Radiu Kraków poseł Andrzej Gut Mostowy. - Przypomnę, że bryczki już jeżdżą i jeden koń ciągnie 4 osoby. Tutaj dwa konie ciągną 12 osób. Można to zmniejszyć do 10 osób i byłoby to łatwiejsze. Wtedy rozłożenie ciężaru pomaga. Jak jeden koń jest zmęczony to drugi przejmuje. Utrzymałbym jednak tę formę dowozu turystów. Lepsze to jest niż elektryczny transport do Morskiego Oka - stwierdził.

r/

źródło: Podhale24

Reklama
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl