Aktualności
Środa, 21 sierpnia 2013 16:33

Co dalej z budową nowotarskiego basenu?

NOWY TARG. W zorganizowanym dziś w Urzędzie Miasta spotkaniu, dotyczącym dokończenia budowy krytej pływalni, wzięło udział ponad 20 przedstawicieli firm. To byli podwykonawcy konsorcjum budującego w mieście basen, którzy zostali z niezapłaconymi fakturami.
Po upadłości głównego podmiotu wchodzącego w skład konsorcjum realizującego inwestycję, firmy Alpine Construction Polska Sp. z o.o. oraz Alpine Bau Deutschland - zerwały w czerwcu br. umowę z miastem i wstrzymały prace na budowie. Pojawił się pomysł, by rolę lidera wraz z obowiązkami z tego wynikającymi - przejęła firma PHU Potoczak ze Skawy. Jednak rozmowy przeciągają się i do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy trzeci konsorcjant podejmie się wyzwania.

- Firma Alpine porzuciła plac budowy, zostawiając i nas jako inwestora, i państwa, czyli podwykonawców w trudnej sytuacji. Wiemy, że nie wywiązano się względem waszych firm z zobowiązań - mówił wiceburmistrz Jan Kolasa. Jak podkreślił - "miasto zrobiło wszystko, do czego się w ramach umowy z wykonawcą zobowiązało".

Budowa krytej pływalni w Nowym Targu kosztowała ok. 19,5 mln zł, co stanowi ok. 80 procent wartości inwestycji. Jak mówił wiceburmistrz pozostałe 20 procent "zostanie wypłacone po realizacji".

- Jesteśmy na dobrej drodze do dogadania się z miastem, byśmy to my przejęli rolę lidera. Chcemy to dokończyć z wami - mówił Stanisław Potoczak zwracając się do przedstawicieli firm. - Te 20 procent pieniędzy jest zagwarantowane dla was. Ewentualne straty nasza firma przyjmie na siebie - zapewnił.

Jednak przedsiębiorcy nie byli przekonani do takiego optymistycznego scenariusza. Padały pytania - "co jeśli owe 20 procent nie wystarczy na dokończenie budowy", "co z naszymi niezapłaconymi fakturami złożonymi do Alpine", "czy odzyskamy nasze pieniądze".

Na spotkanie z przedstawicielami firm m. in. z Krakowa, Wrocławia, Jaworza, Świdnicy, Nowego Sącza, Nowego Targu, Bytomia, Myślenic, Gliwic, Cieszyna i Skawy - zarówno władze miasta, jak i firma Potoczak pojawiły się towarzystwie prawników. To oni odpowiadali na większość pytań.

Mecenas reprezentujący PHU Potoczak przyznał, że w ciągu 10 dni chce zakończyć negocjacje z wszystkimi podwykonawcami i zawrzeć umowy i z firmami i z miastem. - Wstępne warunki już zostały z państwem omówione, ale sytuacja wciąż jest niejasna. Dlatego z każdym z was będziemy rozmawiać i negocjować indywidualnie, a potem podpisywać umowy.

Z kolei prawnik reprezentujący Urząd Miasta przypomniał, że prezes Urzędu Zamówień Publicznych zgodził się na dokonanie zmian w umowie tylko co do terminu, ale nie co do zakresu prac. Dlatego inwestycja ma wyglądać tak, jak została zaplanowana.

Na pytanie, czy inwestor nie zostawi firm na lodzie, prawnik w imieniu Urzędu Miasta odpowiedział: "gmina-miasto nie uznaje państwa jako podwykonawców, w rozumieniu przepisów. Państwo zawieraliście umowy nie z UM, ale z konsorcjum. Nie zostaliście oficjalnie zgłoszeni przez konsorcjum jako podwykonawcy".

Ta odpowiedź widocznie zmartwiła przedsiębiorców, chociaż wiceburmistrz Kolasa pospieszył z zapewnieniem - "nie mamy zamiaru zachować się jak firma Alpine".

Z kolei prawnik PHU Potoczak obiecał, że każde roszczenie będzie zbadane. "Ale wy zawieraliście umowę z innymi firmami. Nie zawsze mamy do nich dostęp. Warunkiem współpracy jest dogadanie się" - argumentował.

Sporo pytano o owe 20 procent kwoty niewypłaconej jeszcze z budżetu miasta. - Co jeśli to będzie za mało na pokrycie i naszej pracy, i naszych roszczeń - pytali przedsiębiorcy.

- Wszystko zależy od wyników negocjacji z państwem. Od jutra zaczynamy rozmowy z wami. Do północy 31 sierpnia chcemy dopracować umowy miedzy nami - odparł prawnik wykonawcy. - Dopuszczamy możliwość, że wydatki przekroczą te 20 procent kwoty. To nie jest tak, że suma roszczeń musi być dokładnie w wysokości 20 procent wartości całej inwestycji. Ale jest wyjdzie za dużo... to może tego nie będziemy robić. Może wejdziemy z niektórymi podwykonawcami w spór. Nie wiem - rozkładał ręce prawnik. I dodał - Jest pewna wartość, którą pan Potoczak jest skłonny poświęcić dla miasta. Ale nie, jeśli ta kwota będzie astronomiczna.

Słowa o możliwości wycofania się firmy Potoczak z dokończenia inwestycji, sprowokowały pytanie - "i co wtedy?"

- Wtedy ogłosimy przetarg na dokończenie inwestycji. Zapewniam, że nie będzie tak, że będzie tam stała ruina - wyjaśnił reprezentant Urzędu Miasta.

Spotkanie zakończył wiceburmistrz Kolasa apelując do przedsiębiorców, by nie wycofywali się z umów. - Chodzi o to, by dokończyć te roboty wykonane już w 80-, 90-, a niekiedy 95 procentach. Na to potrzeba dwóch tygodni roboty. 31 lipca minął pierwotny termin oddania basenu do użytku. Prośba, byście państwo nie wycofywali się z umów, byśmy mogli się na tym basenie kąpać. Kiedy? Nie chcemy narzucać terminu. Chcemy, by był to termin realny.

Po oficjalnej części spotkania, przedstawiciele firm jeszcze przez chwilę rozmawiali nieformalnie. Martwiło ich, że negocjacje odbywają się indywidualnie, że nie wiedzą na jakie warunki i ustępstwa zgadzają się inni. Zgodnie twierdzili, że 20 procent wartości inwestycji to za mało na dokończenie budowy. A tym bardziej na pokrycie ich strat, wynikających z wykonania zlecenia, wystawienia faktury i zapłacenia podatku od nie otrzymanej wciąż zapłaty. Uznali też, że 10 dni na negocjacje to za mało. Najbardziej czarny scenariusz jaki został wygłoszony brzmiał: "dogadają się z czterema największymi firmami spośród nas i reszta będzie im niepotrzebna".

not. Sabina Palka
Reklama
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl