Aktualności
Środa, 27 sierpnia 2014 13:30

Burmistrz Nowego Targu przestrzega przed "niefrasobliwym" przekazywaniem swoich danych osobowych. Apel dotyczy przygotowań do ewentualnego referendum

NOWY TARG. - Wrażliwe dane osobowe można sprzedać. Inicjatorzy akcji już się chwalą, że mają ponad tysiąc podpisów. /.../ Każdy, kto podpisuje listę powinien się zastanowić: kto to ogląda, kto to sobie kseruje, jak to może być wykorzystane - mówi Marek Fryźlewicz odnosząc się do akcji zbierania podpisów pod referendum w sprawie likwidacji Straży Miejskiej.
O akcji zbierania podpisów pisaliśmy między innymi w artykule przypominającym o inicjatywie "Wolnościowego Podhala".

Burmistrz Nowego Targu przyznał, że w całej sprawie jest coś, co go zaniepokoiło. Otrzymał e-mail dotyczący zagrożeń związanych ze zbieraniem "wrażliwych" danych osobowych podczas prowadzenia akcji o zorganizowanie referendum w sprawie likwidacji Straży Miejskiej w Nowym Targu. Padło w nim pytanie "czy podpisujący ma całkowitą pewność, co się dzieje potem z tymi danymi osobowymi. W jaki sposób są one potem przechowywane i czy są bezpieczne?"

- Sprawa wydaje się być poważna, a potencjalne zagrożenie duże, dlatego dałem ją do rozeznania prawnikom. Po ich opinii Urząd Miasta wyda komunikat dotyczący zgłoszonego problemu ochrony danych osobowych zbieranych nie tylko przez członków Komitetu Referendalnego, ale też przez ich wolontariuszy. Ustawa o ochronie danych osobowych i jej realizowania kontrolowana jest przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych jest (GIODO) jest bardzo rygorystyczna. Mam nadzieję, że zbierane dane wraz z podpisami nie będą wykorzystane do niczego innego, ale wcale takiej pewności nie mam - tłumaczy nam Marek Fryźlewicz.

Burmistrz zastrzega, że Urząd Miasta nie bierze odpowiedzialności za to, co dzieje się z danymi osobowymi, ale "każdy powinien wiedzieć że zagrożenie jest".

O samej akcji burmistrz mówił także w Radiu Alex. - To nie pierwsza tego typu inicjatywa. W ubiegłym roku była podobna, i to na skale ogólnopolską - inicjatywa pomarańczowa Ruchu Palikota. Zbierano podpisy, a potem zaprzestano. Teraz się okazuje, że niektóre z tych osób zbierają znowu - pod nowym szyldem - zauważa Marek Fryźlewicz.

W uzasadnieniu do organizacji referendum wskazano przede wszystkim kwestie finansowe, argumentowano, iż lepiej będzie środki przeznaczane na SM przekazać Policji.

- Ja w najbliższym czasie skieruję takie zapytanie do Policji. Ale rozmawiałem już z komendantem i wiem, że nie jest możliwe, by Policja przejęła zadania Straży. Policja może przejąć patrole, ale tylko w wolnym czasie. Nie jest w stanie przejąć takich zadań jak kontrolowanie umów na śmieci, wywozu ścieków, nie ma też możliwości zorganizowania konwojów, czy prowadzonego u nas od kilku lat ważnego elementu jakim jest nadzór nad osobami skazanymi. Te osoby przepracowują kilkaset godzin rocznie na terenie miasta, przede wszystkim sprzątają. Policja się tym nie zajmie - tłumaczył samorządowiec w rozmowie z Radiem Alex.

"Kuriozalnym" dla burmistrza jest to, że zbieranie podpisów pod organizacją referendum odbywało się podczas ostatnich dwóch największych imprez, czyli Pikniku Lotniczego i Jarmarku Podhalańskiego, czyli "wydarzeń, które zabezpieczała w dużej mierze Straż Miejska".

Marek Fryźlewicz skupił się jednak na zbieranych danych osobowych. - Przy organizacji referendum zbiera się podpisy i to są "wrażliwe" dane osobowe, czyli imię, nazwisko, adres, PESEL i własnoręczny podpis. Wszystkich nas obowiązuje ustawa o ochronie danych osobowych. Urząd Miasta miał 2 lata temu kontrolę i sprawdzano czy przestrzegane są bardzo rygorystyczne przepisy co do odpowiedniego przechowywania takich zbiorów. Było już kilka nadużyć, np. branie kredytu w parabankach, czy innych instytucjach finansowych. Nowy nagłówek na takich listach można przy dzisiejszej technice zrobić i do wszystkiego wykorzystać. Osoba, która do mnie napisała pyta jak może zweryfikować kto to zbiera, jak przechowuje i kto jej da zapewnienie, że te dane nie będą wykorzystane do innych, nawet przestępczych celów. To nie jest zagrożenie wirtualne, u nas takie historie już były zgłaszane. Urząd Miasta do tego się odniesie i damy ostrzeżenie, żeby te osoby które podpisują listy, wiedzieli że dają wszystkie dane osobowe, a dzisiaj można sprzedać te dane. To jest zagrożenie, którego większość z tych osób, które podpisują - przypuszczam że w dobrej wierze - nie dostrzega. /.../ Ja za nikogo z tych młodych ludzi nie mogę gwarantować. Oni nie legitymują się, a wiem o sytuacjach, że jak ktoś nie podpisze listy, to są bardzo złośliwe komentarze - nawet do osoby niepełnosprawnej. Ale podamy komunikat, że ludzie sami podpisują na własną odpowiedzialność, i że to może być wykorzystane do innych celów. UM nie bierze za to odpowiedzialności - podkreślał burmistrz.

- Inicjatorzy akcji już się chwalą, że mają ponad tysiąc podpisów. I tu jest pytanie - gdzie to jest przechowywane? Wiemy, że takie dane można sprzedać. Tysiąc razy 15 zł to niezła kasa. Obetnie się górę kartki i do różnych celów można takie dane wykorzystać - do wyborów, do celów handlowych, marketingowych. Każdy, kto podpisuje listę powinien się zastanowić: kto to ogląda, kto to sobie kseruje. To są poważne sprawy, a zbiór bardzo cenny. Ludzie udostępniają dane, których nie będzie nawet w nowych dowodach osobistych - przypomniał.

Burmistrz Nowego Targu mówiąc o samych inicjatorach akcji dodał: - Dzisiaj są to osoby w tym, wczoraj były niektóre z nich - w innym ugrupowaniu, czy strukturze. Nie chce mi się wierzyć, że to przypadkowo wyszło na dwa, trzy miesiące przed wyborami samorządowymi.

s/ zdj. Michał Adamowski
Reklama
komentarze
Reklama
Reklama
Najczęściej czytane
Reklama
Pod naszym patronatem
Partnerzy malopolskaonline.pl